Film psychologiczny na jesień. Pieśń słonia.


Jest wigilijne popołudnie. Nie możesz go jednak spędzić z najbliższymi. Jako dyrektor szpitala psychiatrycznego zostałeś poinformowany, że jeden z psychiatrów Twojej placówki zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Decydujesz się na rozmowę z jego pacjentem – ostatnią osobą, która doktora widziała. Masz nadzieję, że sprawa wyjaśni się w kilka chwil. Jednak Michael ma inny plan. Odwykłeś od spotkań z pacjentami, ale szybko orientujesz się, że czeka Cię długa rozmowa. Że chłopak jest błyskotliwy, inteligentny, znudzony, więc próbuje się z Tobą bawić, że lubi gierki. Podejmujesz rękawicę, bo liczysz na szybkie wyjaśnienie sytuacji, a gierki Michaela do niczego nie prowadzą. Za kilka godzin zrozumiesz, jak bardzo się myliłeś.


„Pieśń słonia” jest adaptacją sztuki teatralnej. Dlatego nie ma tu wiele – garstka aktorów, jedno pomieszczenie (w którym odbywa się 90% akcji filmu) i… emocjonująca rozgrywka, dziejąca się w całości w głowach bohaterów (i widzów). To thriller psychologiczny (czy wręcz psychiatryczny) w najlepszym wydaniu.

Cała rozgrywka na linii pacjent-psychiatra zawiera mnóstwo wątków psychologicznych – pojawiają się nieprzepracowane traumy z dzieciństwa, niepowetowana strata, mechanizmy obronne, manipulacyjne zachowania. Te ostatnie, wbrew temu co sądzi psychiatra, nie są zwykłą zabawą znudzonego chłopaka. Są świetnie przemyślaną i doskonale zrealizowaną strategią, pozwalającą mu osiągnąć pewien cel. Tym zabiegiem manipulacyjnym, który rzuca się w oczy najbardziej, jest stosowana przez pacjenta z imponującą biegłością, huśtawka emocjonalna.

O huśtawce emocji/huśtawce emocjonalnej pisałam już jakiś czas temu. To zjawisko ciekawe i zaskakujące jednocześnie. Wprowadzenie kogoś w nagłą, silną emocję (strach, radość itd.) i równie nagłe wycofanie go z niej powoduje, że taka osoba staje się na pewien krótki moment bardzo uległa.
Działa to prawdopodobnie dlatego, że człowiek w tym krótkim czasie uległości nie zdąży się jeszcze „przełączyć” z jednej emocji na inną. Reaguje więc automatycznie, np. na to, co mówią mu inni.

W popkulturze huśtawkę emocjonalną najlepiej pokazuje motyw dobrego i złego policjanta. Przesłuchiwany – wbrew temu co podpowiada nam intuicja – „rozkleja się” przy dobrym policjancie, mimo że pozostawał nieugięty na krzyki „złego” policjanta. Właśnie dlatego, że silna negatywna emocja została nagle wycofana.


W „Pieśni słonia” huśtawkę emocjonalną z powodzeniem stosuje pacjent na… psychiatrze. Przykładowo, sugerując zawartość szuflady biurka, wzbudza w nim silny strach, który – w momencie wycofania – doprowadza doktora do uległości. Co istotne, psychiatra nie orientuje się w tej manipulacji. Wielokrotne wykorzystanie huśtawki (a także innych, mniej dominujących zabiegów manipulacyjnych) pozwala Michaelowi doprowadzić swój plan do realizacji.

Dzięki tej grze, „Pieśń słonia” ogląda się doskonale. Trochę jak film szpiegowski, w którym – zwłaszcza widz choć trochę zorientowany w psychologii wywierania wpływu – może odnajdywać kolejne elementy zagadki.

Dlatego, jeśli lubicie tego typu kino psychologiczne, jest to pozycja obowiązkowa na jesienny wieczór. Polecam! :)


PS. A Wy macie jakieś dobre filmy psychologiczne do obejrzenia pod kocykiem?

Share this:

KOMENTARZE

2 komentarze:

Pa Py pisze...

MEGA polecam Młodość, Sorrentino. Moc symboli, dobrze skomponowanych scen, film do przemyślenia na nie jeden raz.

Anna Matuszak pisze...

Dzięki:) Chętnie obejrzę jeszcze przed końcem zimy