Ja czy mój mózg? Znikasz

O tej książce w świecie neurologii i psychologii jest teraz w Polsce głośno. Nic dziwnego – na listach bestsellerów w wielu krajach jest od dłuższego czasu, zachwycają się nią krytycy, eksperci i zwykli czytelnicy. A ja zupełnie nie wiem dlaczego.





Ja czy mój mózg?

Sam pomysł na powieść jest świetny – pod wpływem guza w mózgu, główny bohater zmienia się nie do poznania – zmienia się jego osobowość, moralność, zainteresowania, emocje, uczucia… Jest zupełnie innym człowiekiem. Wraz z tym motywem pojawiają się ważne, niejednoznaczne i trudne pytania – na ile Frederik jest odpowiedzialny za podjęte przez siebie (pod wpływem zmian w mózgu) decyzje, a na ile nie miał wpływu na nie? Jak powinno je ocenić społeczeństwo? Czy mężczyzna zasługuje na karę?

Poszukiwanie odpowiedzi na te pytania jest trochę jak czytanie kryminału – tu też pojawia się pytanie „Kto popełnił przestępstwo?” (ja czy mój mózg)

Fatalny styl

I to niestety jedyna wartościowa rzecz w tej powieści. Poza tym nic się tutaj nie zgadza. Fabuła jest banalna, a co gorsza roi się od błędów rzeczowych. Mnóstwo w niej nielogiczności, a główna bohaterka (i jednocześnie narratorka) zachowuje się w sposób teatralny i groteskowy, co prawdopodobnie z założenia miało pokazać jej trudną sytuację życiową, a obnażyło jedynie niedoskonałości warsztatowe autora. Bo poza kiepską treścią, i forma pozostawia wiele do życzenia.

Książka jest napisana dziwnym,  sztucznym językiem. Relacjonowane są fakty, które nie pozostawiają miejsca na emocje. Gdy te drugie w końcu się pojawiają, są na kartach powieści podane zupełnie dosłownie, co tylko pogłębia ich sztuczność. Problemem jest też oczywistość. Przykładowo, gdy ktoś na kogoś spojrzy, to tylko prosto w oczy, gdy Frederik rozwiąże problem, to tak, że nikt nie poczuje się urażony. Możecie być pewni, że każdy drugorzędny lub trzeciorzędny bohater opisany zostanie dokładnie dwiema cechami. Wojskowy doktor jest poważny i z dużymi wąsami, kolega Frederika – niski i łysawy. Wybrane cechy, np. niski wzrost i cienka skóra jednej z postaci powtarzane są co kilka akapitów. Mnie osobiście mocno kojarzy się to z narracją… „50 Twarzy Grey’a”.

Przeczytanie kilku artykułów nie czyni z Ciebie psychologa

Ale wróćmy do (neuro)psychologii, bo po to w końcu sięgnęłam po „Znikasz”.
Przede wszystkim, powieść roi się od błędów rzeczowych. Kilka przykładów z książki:

Uczennica z dnia na dzień robi się introwertyczna

Introwersja jest jedną z osi temperamentu. Temperament jest wrodzony. Nie zmienia się z dnia na dzień.

Jeśli jest poetką, to pewnie czasem dopada ją samotność i przygnębienie

Różne emocje pojawiają się u każdego z nas – niezależnie od tego, czy jesteśmy politykami, górnikami czy poetami.

Narratorka zarzuca mężowi brak empatii. W tym samym zdaniu komunikuje mu, że – ze względu na chorobę – on tak naprawdę… nie istnieje.

Depersonalizacja osoby mającej problemy ze zdrowiem psychicznym, a przez to problemy z samooceną, jest nie tylko szczytem braku empatii, ale wręcz czymś maksymalnie okrutnym.

Co ciekawe, przy tym wszystkim autor powieści bardzo stara się przekonać czytelnika, że jedyną „normalną” (=zdrową psychicznie, mającą racjonalny osąd) osobą jest Mia – narratorka i główna bohaterka. Jej opinie i komentarze mają pokazywać zdrowy, rozsądny i obiektywny świat takim, jakim on jest – w opozycji do świata, jakim widzi go jej mąż. Przykładowe komentarze Mii?

Dziewczyna ze sklepu ma twarz gładką jak lalka z sexshopu.

Rzeczoznawca na pewno jest klientem prostytutek, ponieważ wygląda maksymalnie zwyczajnie. A wszyscy przecież wiemy, że do prostytutek zazwyczaj chodzą mężczyźni wyglądający zupełnie zwyczajnie.

Tak, dobrze zgadliście. Zadziwiające, że autorem książki jest mężczyzna, bo przez cały czas odnosi się silne wrażenie, że autor nienawidzi mężczyzn. Zresztą, chyba nienawidzi ludzi w ogóle.

Jeśli ktoś jest dobrym człowiekiem to dlatego, że ma uszkodzony mózg. I na pewno coś innego jest z nim nie tak, tylko jeszcze nie wiadomo co.

O tym, jak działa mózg, jak guz może wpływać na jego postrzeganie dowiadujemy się z artykułów naukowych wplecionych w powieść, oraz – oczywiście – z komentarzy Mii. Niestety, zwłaszcza te drugie, są bezwartościowe. Znów, mam nieodparte wrażenie, że pisarz naczytał się artykułów psychologicznych i uznał, że ma wystarczającą wiedzę, by stawiać „naukowe” diagnozy. Głosem Mii.
Przykładowo, na postawie wybranych cech osobowości kolegi z pracy stawia obszerną i dokładną diagnozę „naukową”, jego „uszkodzeń mózgu”. Następnie robi to z każdą postacią książki. Tym samym dowiadujemy się, że absolutnie każdy, ma uszkodzony mózg. Więc wiecie, nie znacie dnia ani godziny ;)

Oczywiście kpię trochę. A tak naprawdę głęboko ubolewam, że tak bardzo zmarnowany został tak duży potencjał. Brakuje mi literatury, w której ciekawa i dobra fabuła przeplatałaby się z porządną dawką wiedzy psychologicznej i dlatego tak ostrzyłam sobie zęby na „Znikasz”. Wy tego nie róbcie, nie warto.


 A może o czymś nie wiem? Może Wy znacie dobre książki tego typu i możecie coś polecić w komentarzu?

Share this:

KOMENTARZE

1 komentarze:

Anonimowy pisze...

Tez czytalam i tez nie polecam, dziadostwo