A co Ty wiesz o handlu ludźmi?

Jakiś czas temu byłam na konferencji „Niewolnictwo XXI wieku”, organizowanej w Sopocie przez Koło Naukowe Psychologii Śledczej. Zaproszone prelegentki, Daniela Sikora z fundacji You can free us, oraz Dorota Przygucka, psycholog z fundacji La Strada, poruszyły temat handlu ludźmi we współczesnym świecie.


Gdy słyszysz „niewolnictwo” prawie na pewno wyobrażasz sobie XVIII-wieczną plantację bawełny w Ameryce Południowej, a na niej pokolenia czarnoskórych robotników przymusowych. Raczej nie bierzesz pod uwagę, że temat jest – niestety – jak najbardziej współczesny.

Tymczasem handel ludźmi to drugie najszybciej rozwijające się obecnie przestępstwo (po narkotykach) na świecie. Problem jest znacznie bardziej realny niż nam się wydaje, bo „niewolnictwo XXI wieku” dotyczy nawet 30 milionów ludzi rocznie.

Jak to się robi?
Werbowanie ofiar odbywa się na różne sposoby (np. dodawanie narkotyku do drinka na imprezie), jednak najczęściej robi się to na dwa sposoby – na pracę lub na miłość. Przestępcy, poszukujący ofiar bywają świetnymi psychologami – wyczuwają, kto może łatwo wpaść w ich sidła. Zazwyczaj są to osoby, które mają trudną sytuację rodzinną, kryzys ekonomiczny, egzystencjalny i potrzebują zmiany. Sprzyjające dla przestępców są też brak lub słaba znajomość języka potencjalnych ofiar, złe rozumienie (lub nierozumienie) przepisów dotyczących pobytu w danym kraju i tym podobne.

W przypadku werbowania na pracę oferuje się świetne warunki zatrudnienia i płacy osobom bez jakichkolwiek (lub z niskimi) kompetencjami. Jest to oczywiście praca za granicą. Ofiarą drugiego przypadku – na miłość – padają najczęściej kobiety. Co ciekawe, często werbują je mężczyźni, których te znają np. sprzed lat, albo dlatego, że to znajomy znajomego. Na tym etapie też zbiera się jak najwięcej informacji o potencjalnej ofierze – czy to z danych z CV czy odwiedzając rodzinę dziewczyny. Informacje te służą w kolejnym etapie – łamania ofiary.

Jeśli „niewolnik XXI wieku” ma ciężko pracować fizycznie np. na plantacji za brak wynagrodzenia lub symboliczne wynagrodzenie, „łamanie” wygląda – z przyczyn oczywistych – zupełnie inaczej, niż gdy „łamie” się kobiety, które mają pracować jako prostytutki.
Najczęściej stosowane sposoby to zastraszanie, szantaż (wykorzystuje się uzyskane informacje – np. zrobimy krzywdę Twoim bliskim), zabieranie dokumentów, bicie, gwałcenie, głodzenie, upokarzanie, ograniczanie wolności. Każdy człowiek ma swoją granicę, a znajdowana jest ona w tzw. „domach łamania”, które znajdują się zazwyczaj na odludziu, skąd nie można uciec ani wezwać pomocy.

Około 90% porywanych w ten sposób osób  trafia do seks-biznesu.

Co dalej?
Bardzo często kobiety, które są zmuszane do prostytucji, można spotkać na ulicach (w dzielnicy czerwonych latarni). Wydaje się, że mają prostą drogę ucieczki i na pierwszy rzut oka może dziwić, że nie korzystają z okazji. Rzecz jest jednak dużo bardziej skomplikowana. Oprawcy mają cały szereg sposobów, by więzić je – fizycznie i psychicznie.
Przede wszystkim jest to wspomniany przeze mnie szantaż – jeśli spróbujesz uciec, zabijemy Twoją rodzinę. Można też szantażować w inny sposób – najpierw zmuszając do popełnienia przestępstwa (np. kradzieży, handlu narkotykami), a później grozić doniesieniem o tym, jeśli ktoś spróbuje zgłosić się na policję. Ponadto często przymusowo uzależnia się kobiety od narkotyków na tyle, by dla kolejnej działki zechciały „dobrowolnie” pracować. Innym sposobem jest zabieranie dokumentów (paszportu).
Jest jeszcze jeden mechanizm psychologiczny. Po porwaniu, utracie zaufania do osoby, która kobietę sprzedała (kolega z dzieciństwa, znajomy znajomego), brutalnym „łamaniu”, pojawia się ta osoba, która „tylko” wykorzystuje kobietę – jeśli ofiara jest posłuszna, to jest dla niej „dobry” – karmi, daje narkotyki, nie bije itd. Może wtedy pojawić się syndrom sztokholmski.

Oczywiście istnieją organizacje, które zajmują się pomocą ofiarom – wspomniana przeze mnie we wstępie La Strada czy You Can Free Us. Nie jest to jednak zadanie łatwe. Ofiara przemocy jest w ciężkiej sytuacji psychicznej – utraciła poczucie bezpieczeństwa, dominujące uczucia to strach, lęk, brak poczucia stabilizacji, poczucie osamotnienia, może pojawić się depresja, odrętwienie emocjonalne, a także poczucie utraty kontroli. Tym wszystkim skutkom bardzo często towarzyszy też wstyd, poczucie winy i poczucie napiętnowania („wszyscy wiedzą, to jest wypisane na mojej twarzy”).

Pomoc ze strony fundacji zazwyczaj polega na wsparciu prawnym i psychologicznym (interwencja kryzysowa, terapia).

Jeśli temat Was zainteresował, polecam bardzo dobry (ale uprzedzam też, że dość ciężki) film Masz na imię Justine – historię Polki, sprzedaną w Berlinie przez swojego chłopaka.


Jeśli spodobał Ci się tekst:


Share this:

KOMENTARZE

1 komentarze:

Anonimowy pisze...

Bardzo ciekawa konferencja, która poruszyła ważną tematykę oraz następstwa przemocy, z którymi muszą uporać się ofiary.

Cieszę się, że mimo ekstremalnego zmęczenia udało mi się w niej wziąć udział.