Moje życie w sekcie scjentologów…

Musisz wstawać codziennie o 6 rano. Czeka Cię ciężka praca, często ponad siły przy np. kopaniu rowów, remontach, przeplatana nudną, otępiającą nauką, polegającą na wkuwaniu słówek ze słowników – wszystko to do około godziny 22. Cały Twój czas, co do minuty, wypełniony jest ćwiczeniami, wykonywaniem obowiązków, pełnieniem przydzielonych funkcji, nauką. Nie masz czasu myśleć, nie masz nawet czasu wytchnąć. Za dobre sprawowanie raz w tygodniu masz około 2 godziny, które możesz spędzić z rodziną, dostaniesz też drobne kieszonkowe, które i tak wydasz na kolejne, otępiające kursy. Brzmi jak obóz wojskowy? Dodam, że masz wtedy około 6-7 lat. I sporego pecha – jesteś dzieckiem scjentologów.

Jenna Miscavige Hill to siostrzenica przywódcy sekty scjentologów, Davida Miscavige. Miała pecha urodzić się w rodzinie scjentologów i pierwszych kilkadziesiąt lat życia spędzić najpierw na Ranczo – obozie dla dzieci scjentologów, następnie w Sea Org – organizacji najbardziej oddanych wyznawców. Po odejściu z ugrupowania (co jest szalenie trudne i wiąże się z masą niebezpieczeństw), założyła fundację walczącą z sektą. I zdradziła sekrety scjentologów w autobiograficznej książce. Opisała stosowane przez nich techniki prania mózgu i manipulacji, wykorzystywania, szantażu i… sposobów promocji. Książka, opublikowana w Polsce przez wydawnictwo Znak, ukazała się pod tytułem „Ofiarowana. Moje życie w sekcie scjentologów”.


Jak więc wygląda sekta scjentologów od środka? Jakie stosowane są techniki wpływania na innych?

Jak to wygląda od strony formalnej
Każdy członek sekty jest poddawany naciskowi – zarówno psychicznemu, jak i fizycznemu – nawet małe dzieci nie mają żadnej chwili wolnej na samodzielne działanie czy samodzielne myślenie (!) Za szalenie ciężką, wycieńczającą pracę ofiarowane jest śmiesznie niskie wynagrodzenie, nie wystarczające na nawet podstawowe potrzeby. Co więcej, część z tego wynagrodzenia jest zabierana na kolejne, kosztowne kursy, pozwalające „awansować na moście do całkowitej wolności”.
Każdy kandydat na kadeta (jeden z podstawowych stopni w hierarchii) otrzymuje do podpisania umowę, w której deklaruje m.in. pełne oddanie sekcie na… miliard lat. Taką umowę podpisują już małe dzieci. Przykładowo, Jenna Miscavige podpisała dokument mając niespełna 7 lat…

Oczywiście umowa jest dwustronna – sekta kusi kandydatów na kadetów rozwiązaniem ich problemów – egzystencjalnych, społecznych itd. Bardzo często (zwłaszcza w Hollywood) do sekty zapisują się osoby uzależnione od środków odurzających. Scjentologia bowiem prowadzi jeden z najskuteczniejszych programów odwykowych – Narconon. Niestety, program ten opiera się na zamianie jednego uzależnienia (np. od alkoholu, narkotyków) na uzależnienie od innego (scjentologii).

Techniki manipulacji
Nowomowa
Jednym z podstawowych sposób „nauczania” w scjentologii, jest zmuszanie dzieci do wkuwania na pamięć znaczeń słów ze słowników, stworzonych przez założyciela organizacji – zazwyczaj polega to na wielokrotnym powtarzaniu nowych definicji słownikowych. Stosowanie zupełnie nowych słów, wymyślonych przez twórcę sekty, albo wykorzystywanie już istniejących wyrazów w zupełnie innym znaczeniu, ma kilka funkcji. Po pierwsze, jeśli wielokrotnie powtarza się dany wyraz, w jego „nowym” znaczeniu, można w końcu zmodyfikować jego znaczenie. Np. w scjentologii słowa „psycholog” i „psychiatra” oznaczają „antyspołecznego wroga dobra publicznego”.

„Wierzyliśmy, że (…) to psychologowie stoją za takimi ludźmi jak Adolf Hitler oraz za złem, jakie zdarzyło się w trakcie „całej drogi”, to znaczy wszystkiego, co było naszym udziałem w ciągu trylionów lat”(wszystkie cytaty pochodzą z książki „Ofiarowana”).

Dzięki temu też odcina się adepta od jego naturalnego środowiska i zamyka go w grupie, która posługuje się własnym językiem. Są to też kolejne bariery oddzielające ludzi od świata zewnętrznego. Ale działa to też w drugą stronę – ludzie posługujący się własnym językiem rozpoznają „swoich” nawet w obcym środowisku.

„Ale nawet gdyby pozwolono nam na kontakt ze światem zewnętrznym, i tak niewiele by to zmieniło (…) wpojono w nas przekonanie, że świat zewnętrzny jest wypełniony ignorantami, których nazywaliśmy WOGS („uporządkowani ludzie o dobrym samopoczuciu” – Well and Orderly Gentelmen”). Wedle naszego rozeznania WOGS byli całkowicie nieoświeceni – naszym zadaniem było ich „oczyścić”, gdy już odbędziemy stosowny trening. WOGS należało unikać, bo jak nas uczono, nie rozumieją oni mechanizmów rzeczywistości, a ich brak samoświadomości odzwierciedla płyciznę ich zasad i wartości. WOGS lubią zadawać mnóstwo pytań. Wpojono nam przekonanie, że nasz styl życia wzbudza w nich strach, więc musimy być ostrożni i w rozmowach z nimi posługiwać się kategoriami, które są w stanie zrozumieć”.

Obwinianie i kontrola
Charakter funkcjonowania sekty wymaga ścisłego stosowania regulaminu, a każda, nawet najmniejsza przewina (jeśli jest uznana za niekorzystna dla scjentologii) jest surowo karana. Ogólnie donosy są praktyką usprawiedliwianą i pożądaną, a w związku z tym, że scjentolodzy żyją w zamkniętych grupach, w których często dochodzi do konfliktów, donosy i samooskarżanie się to częsta praktyka. Każdy, kto dokonał czynu niezgodnego z regulaminem społeczności, zostaje publicznie przesłuchany, a na przesłuchaniu takim, całkowicie pozbawiony intymności i własnej tożsamości. Umożliwia to sekcie kontrolę absolutną nad jednostką.

Auditing – przesłuchanie
Uczeń i coach (audytor) siadają naprzeciwko siebie w odpowiedniej odległości, w zamkniętym pokoju, w którym zresztą przesłuchanie jest rejestrowane. Audytor wydaje uczniowi serię poleceń lub zadaje serię pytań, wcześniej ustalonych dla każdego seansu. Szczegółowo bada poszczególne dziedziny życia przesłuchiwanej osoby. Pytania albo polecenia są powtarzane uczniowi wiele razy, zgodnie z metodą indukcji hipnotycznej.
Cały proces przesłuchania – często trwający wiele godzin czy wiele dni – oparty jest na autorytarnej pozycji audytora i ma na celu przejęcie kontroli nad preclaerem (przesłuchiwanym).

Co ciekawe, metoda auditingu jest połączeniem metod znanych w psychiatrii, psychoterapii i psychoanalizie. Jednak w scjentologii niewskazane jest, by prowadzący auditing okazywali wobec pacjentów jakiekolwiek współczucie, bez względu na stopień ich cierpienia.

Jak wiecie, w psychologii przestrzega się generalnie zasady nieszkodzenia pacjentowi. Ta zasada nie obowiązuje w auditingu: po przesłuchaniu zdarzały się napady urojeń, które nie tylko nie były w żaden sposób nadzorowane czy leczone, ale wręcz wzbudzano je podczas kolejnych sesji – co zazwyczaj kończyło się koniecznością leczenia, gdy już adept opuścił sektę. Dlaczego? Dlatego, że celem auditingu jest właśnie wywołanie zaburzeń emocjonalnych. Po fazie destabilizacji nie podejmuje się żadnej terapii w celu odbudowania równowagi psychicznej osoby lub udzielenia jej wsparcia. Co więcej, halucynacje przesłuchiwanego są przez scjentologię interpretowane jako potwierdzenie dobrze przeprowadzonej procedury.

Byli scjentolodzy opowiadają, że często, pod koniec seansów tego typu mieli złe samopoczucie, odczuwali mdłości, zawroty głowy i niepokój. Wyjście z hipnozy powinno być powolnym, stopniowym procesem, tymczasem w auditingu jest brutalne i nagłe. Pociąga to za sobą wiele negatywnych następstw, fizycznych i psychicznych.

Przesłuchanie takie tylko pozornie jest banalną rozmową między dwiema osobami. W rzeczywistości stanowi narzędzie dominacji scjentologa nad osobami podatnymi lub zbyt ufnymi. W trakcie auditingu jest on w stanie wywołać u przesłuchiwanego zaburzenia afektywne i kryzysy emocjonalne, zaburzenia halucynacyjne i przeżycia urojeniowe. Na szczęście technika ta zawodzi wobec osób odpornych na manipulacje.

Auditing to główna metoda manipulacji psychicznej i cenne dla scjentologii źródło informacji na temat członków grupy. Umożliwia kontrolę wewnętrzną i zewnętrzną. Informacje zebrane podczas przesłuchań są także wykorzystywane przeciwko uczniowi w czasie szantażu, gdy ten chce opuścić sektę.

„Wszystkie te kursy miały sprawić, by audytorzy zyskali biegłość w zakresie komunikacji i nie rozpraszali się podczas sesji ale rezultat był taki, że wszyscy zaczynali zachowywać się jak roboty. Nasze odpowiedzi stały się mechaniczne, wszystko, co mówiliśmy, było niczym gotowy skrypt. Co więcej, same ćwiczenia skłaniały nas do tego, byśmy audytowanych przez siebie osób nie postrzegali jako obdarzonych uczuciami ludzi, lecz byśmy traktowali je jako umysły reaktywne, które należy nagiąć do woli audytora – dla jego własnego dobra. To ćwiczenia miało nad odhumanizować”.

Dbanie o pozytywny wizerunek
W scjentologii przede wszystkim opiera się to na poszukiwaniu osób i instytucji, które jej go zapewniają. W tym celu angażuje się polityków, naukowców, a przede wszystkim ludzi sztuki i kultury.
„Zamożny aktor przynosi sekcie podwójną korzyść. Jest krową, którą można wydoić, a przy tym zapewnia znakomitą reklamę”.
Dlatego scjentologia pozyskała całą plejadę gwiazd srebrnego ekranu.
W Hollywood stworzono specjalny Ośrodek dla Znakomitości, zajmujący się doradztwem i rozwojem karier. Są w nim m.in. Tom Cruise (co oczywiste;)), ale też John Travolta, Kristie Alley, Mimi Rogers, Anne Archer, Sony Bono, Chick Corea. Do grona wyznawców zalicza się również takie gwiazdy, jak Priscilla Presley, Lisa Marie Presley, Juliette Lewis, Karen Black, Nancy Cartrwright, Demi Moore, Nicole Kidman, Kelly Preston.
Uważa się, że nawet artyści, którzy zdobyli fortunę i sławę, boją się wystąpić z sekty, ponieważ podczas auditingu wyjawili swoje tajemnice, także dotyczące życia seksualnego i kompromitujących ich występków popełnionych w przeszłości. Scjentologia zbiera o nich informacje ze wszystkich możliwych źródeł – banków, kartotek policyjnych i rejestrów kredytowych, a nawet korzysta z usług prywatnych detektywów. Hubbard pisał wprost, że „każdy ma coś do ukrycia”.


Z drugiej strony swoim najbardziej znanym członkom sekta zapewnia liczne luksusy. Takim ulubieńcom jak Tom Cruise oddaje do użytku najróżniejsze pomieszczenia: siłownie, pływalnie, magazyny i garaże. Na przyjazd gwiazdy specjalnie wylewano betonowe ścieżki, by Cruise nie musiał stąpać po piasku. Gwiazdy, które mają kłopoty ze swoimi życiowymi partnerami, mogą w Celebrity Center znaleźć grono osób gotowych do wejścia w rolę ich przyjaciół lub małżonków (!). Wkrótce po opublikowaniu w brukowcu wyznań męskiej prostytutki na temat kontaktów z Travoltą, aktor poślubił Kelly Preston, aktorkę również należącą do sekty. W zamian za przywileje wymaga się od gwiazd reprezentowania kultu, przysparzania mu dobrej sławy oraz rekrutowania nowych członków.

Jak widać, scjentologia to doskonale zorganizowana instytucja, która działa w każdym możliwym obszarze. Pytanie, po co to wszystko? Odpowiedź jest oczywista – to skutecznie działająca organizacja, która na swoich członkach zarabia olbrzymie pieniądze. Tak jak wspominałam, adepci wykonują morderczą pracę, za którą praktycznie nie są opłacani, a i tak wszystkie pieniądze inwestują w kolejne, scjentologiczne kursy.

Wiedza o OT III otworzyła nam oczy na wiele spraw. Scjentolodzy naprawdę w to wszystko wierzyli, tymczasem ja byłam sceptyczna wobec tych teorii. Choć trudno było pojąć, że na najwyższych poziomach wtajemniczenia koncentrowano się na czymś, co wyglądało jak historyjka science-fiction, najbardziej uderzająca była dla mnie nie ona sama, lecz to, że gdybym usłyszała ją w szczytowym momencie mojego zaangażowania, pewnie też bym w nią uwierzyła. (…) Zwykły scjentolog musi poświęcić tysiące godzin i ponieść koszty rzędu stu tysięcy dolarów, by osiągnąć poziom OT III. Do tego czasu jest już bardzo głęboko zaangażowany w scjentologię, zarówno finansowo, jak i społecznie. Wcześniej zaś nawrócił na scjentologię wszystkich przyjaciół i całą rodzinę, zaskarbiając sobie za ten wyczyn wiele szacunku w kościele. Trudno byłoby komuś takiemu nie przyjąć scjentologicznego objawienia”.

Share this:

KOMENTARZE

6 komentarze:

Thomas pisze...

Scjentologia jest religią zarejestrowana w wielu krajach i choć nie jestem fanem, to nie można tu mówić o sekcie. Kosciół scjentologiczny jest jak każda inna instytucja religijna, stosuje te same metody, co chrześcijanie (tak KRK też jest w tej kategorii), muzułmanie, żydzi. Jak już piszemy o złym wpływie jakiegoś wyznania, to powinniśmy - aby być uczciwym - potępić wszystkie religie, nie można bowiem wartościować zabobonów, bo wszystkie są tak samo złe i szkodliwe (szczególnie dla dzieci)

Anna Matuszak pisze...

Dziękuję za komentarz. Nie zgadzam się jednak z tą opinią. Czuję się trochę jak adwokat diabła broniąc innych religii, jednak uważam, że porównywanie scjentologii do religii katolickiej czy muzułmańskiej jest krzywdzące dla tych drugich. Założyciel ugrupowania scjentologicznego, Ron Hubbard, założył je jako alternatywę do działań psychologów, a nie innych wyznań religijnych i taka jest też filozofia scjentologii, która opiera się na szeroko pojętym rozwoju emocjonalnym (rozwoju thetana). Występowanie w roli „Kościoła” ma być jedynie pretekstem do prowadzenia interesów gospodarczych.

Thomas pisze...

Chrześcijaństwo powstawało również jako sekta, której guru ogłosił się wcieleniem boga na ziemi. Religia zinstytucjonalizowana jest zawsze tylko pretekstem do prowadzenia interesów lub polityki.

Anna Matuszak pisze...

wchodzimy mocno na tematy polityczne, a to blog psychologiczny a nie polityczny, więc przy temacie psychologicznym bym pozostała ;)

M. pisze...

Ale kolega Thomas ma rację. Pisząc o scjentologii nie unikniesz tego typu odwołań do religii. Przecież opisane przez Ciebie techniki manipulowania to po prostu zmodyfikowane i przetworzone techniki stosowane przez inne religie od lat. Kandydaci na "małych scjentologów" podpisują jakiś papierek mając siedem lat, a mali katolicy w wieku lat ośmiu przyjmują komunię świętą. Ci pierwsi wkuwają na pamięć słówka z jakiegoś słownika, ci drudzy modlitwy na katechezie. I tak dalej.

To jest po prostu bardziej zradykalizowana wersja tego samego. Mechanizmy się nie zmieniają.

Anna Matuszak pisze...

oczywiście,! Właśnie ta radykalizacja powoduje, że uważam zjawisko za szkodliwe i niebezpieczne, ale też fascynujące, bo skuteczne.