Dzień nauczyciela przekornie: czego życzę naszym belfrom?


W czasie studiów powtarzano nam, że nauczyciel to nie zawód – to misja (zwłaszcza, jeśli uczy się języka polskiego). Trudno się z tym nie zgodzić – wiadomo, szkoła ma nie tylko uczyć, ale robić coś znacznie ważniejszego – wychowywać. I za to zazwyczaj dziękujemy nauczycielom 14 października – w Dzień Edukacji Narodowej/ Dzień Nauczyciela. Za trud nauczania i trud wychowywania. Jak radzą sobie z tym polscy nauczyciele?


W 2003 roku prof. Łukaszewski przeprowadził badania, w których sprawdzał, co polscy nauczyciele sądzą o swoich uczniach. Najpierw sprawdził, ilu uczniów ma każdy z badanych – było tego od kilkudziesięciu aż do kilkuset (w zależności od liczby klas, którymi opiekował się dany belfer). Następnie poprosił, by każdy z nauczycieli podzielił swoich podopiecznych na 5 grup:

  • najgorsi, nie da się z nimi wytrzymać
  • źli, ale można z nimi jakoś wytrzymać
  • średni 
  • dobrzy, choć nie idealni
  • najlepsi

 W takiej sytuacji zazwyczaj oczekuje się, że najwięcej będzie tych z grupy 3 – średniej (bo tak wynika ze statystyki). Jak odpowiedzieli polscy nauczyciele?
Że złych i bardzo złych mają aż… 60%! Z kolei dobrych/ bardzo dobrych jest tylko 20%.
Z tego wynika, że w przekonaniu naszych nauczycieli generalnie uczniowie są źli, lub bardzo źli. Co niesie ze sobą takie konsekwencje, że nauczanie skupia się nie na wspieraniu dobrych uczniów, ale na ograniczaniu złych.

Jest coś takiego, jak „samospełniająca się przepowiednia”. Uczeń, uważany za „złego” z czasem takim (tylko przez to, że tak był postrzegany) się staje.

Łukaszewski przeprowadził jeszcze jedno badanie na nauczycielach (na innej grupie).
Poprosił, by własnymi słowami opisali zachowanie dzieci w dwóch sytuacjach. 
  • dziecko robiło coś złego, ale niezbyt złego, właściwie bliskiego normalności
  • dziecko robiło coś dobrego, ale nie bardzo dobrego – bliskiego normalności

Nauczyciele mieli odpowiedzieć na pytanie, dlaczego dziecko postąpiło tak w każdej z sytuacji. Okazało się, że w przekonaniu pedagogów dziecko robiło złe rzeczy, dlatego, że tak mu się podobało, dobre – bo ktoś mu kazał.

Definicja złego człowieka? Robi złe rzeczy bo chce, dobre – bo musi. I znów okazało się, że w przekonaniu polskich nauczycieli dzieci są złe…

Dlaczego cały czas mówię o „polskich nauczycielach”? Ponieważ takie same badania prowadzone były m.in. w Kanadzie. Tam rezultaty były dokładnie odwrotne.

Odpowiadając więc na pytanie z tytułu – czego życzę polskim belfrom? Zmiany perspektywy! Wyjdzie nam wszystkim na lepsze:)

Share this:

KOMENTARZE

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

polscy nauczyciele trochę jak polscy księża, myślą, że są najmądrzejsi a to dzieci są te złe;)

Anna Matuszak pisze...

trafne spostrzeżenie, zwłaszcza w kontekście ostatnich wydarzeń;)