Negocjator – jak wyglądają negocjacje z porywaczami?



Negocjator – jak wyglądają negocjacje z porywaczami?

Po długim i wyczerpującym dniu w pracy wreszcie wracasz do domu. Wsiadasz do samochodu i dajesz znać szoferowi, by ruszał. Jeszcze myślisz o pracy, ale powoli odpływasz w świat marzeń. A marzy ci się relaksacyjna kąpiel i kolacja z najbliższymi. Już niedługo, jesteś 300 metrów od domu. Nagle limuzyna zatrzymuje się z piskiem opon, ktoś szarpnięciem otwiera drzwi samochodu. Jeszcze zdążysz poczuć uderzenie w głowę i tracisz przytomność. Właśnie zostałeś porwany dla okupu. Twoim jedynym ratunkiem jest negocjator.




Pracę negocjatora, specjalizującego się w rozmowach z terrorystami, uważam za mega pasjonującą. Dlatego, że rozgrywa się w głowie – głowie negocjującego i głowie przestępcy. Tutaj wszystko – czyli ludzkie życie – zależy od odpowiedniego wykorzystania znajomości psychologii. Dziś zdradzam kilka sztuczek negocjacyjnych i faktów z codzienności negocjatora. A wszystko za sprawą Bena Lopeza (pseudonim), jednego z najbardziej skutecznych zawodowych negocjatorów. I jego książki, którą udostępniło mi właśnie Wydawnictwo Znak.

Typy porywaczy
Sposób prowadzenia negocjacji zależy od tego, kto znajduje się po drugiej stronie „stołu”. Rozpoznanie typu psychologicznego przestępcy jest jedną z pierwszych rzeczy, jakie powinien zrobić negocjator. Należy dostosować sposób działania do osobowości przeciwnika. Zazwyczaj są to:

Paranoik – osoba, która wszędzie węszy zasadzkę. Negocjator nie może się wobec takiego terrorysty zachowywać w sposób przyjacielski, gdyż ten potraktuje to jako postęp. Ważny jest tu dystans, opieranie się na konkretach i zawsze mówienie prawdy. Zawsze. Każda wykazana przez porywacza nieścisłość (o kłamstwie nawet nie wspominając) może spowodować zerwanie negocjacji. I śmierć zakładnika.

Narcyz – porywacze (również ci wykazujący cechy paranoiczne) są bardzo często narcyzami. Osobowość narcystyczna przejawia się myśleniem o sobie, jako kimś lepszym. To ktoś, kto chce zawsze być w centrum uwagi.
W pertraktacjach z narcyzem największą przeszkodą mogą być... media.
Kilka lat temu w Wielkiej Brytanii pewien mężczyzna zabarykadował się w swoim mieszkaniu, wziął też ze sobą zakładnika – sąsiada. Negocjacje przebiegały powoli, ale skutecznie do czasu, gdy usłyszał o sobie w mediach. Póki otrzymywał regularnie przekazy na swój temat za pomocą ogólnokrajowych mediów, nie miał zamiaru się poddać – najwyższym celem stało się dla niego pozostanie w centrum uwagi.
Dopiero odcięcie prądu i wprowadzenie urządzeń zagłuszających, czyli skuteczne odcięcie go od tych przekazów sprawiły, że postanowił się poddać.

Psychopata – najbardziej niebezpieczny typ. Cechuje się brakiem empatii i jest przez to zupełnie nieprzewidywalny. Życie innych nie ma dla niego znaczenia, w każdej chwili może więc zabić zakładnika. Porwany człowiek jest tylko narzędziem w jego ręku i tak jest traktowany.
Dlatego wszyscy negocjatorzy, policjanci i w ogóle osoby, które pracują przy porwaniach wychodzą z jednego podstawowego założenia – jeśli napastnik zabije jednego zakładnika, gwałtownie wzrasta prawdopodobieństwo, że zabije również kolejnych. Bo to najprawdopodobniej osobowość atyspołeczna, czyli psychopata.

Jak widać są to same psychologiczne osobliwości – nikt „normalny” nie porywa ludzi dla pieniędzy.

Jak negocjować?
Już po rozpoznaniu, z kim się ma do czynienia, poza dostosowaniem technik negocjacyjnych do typu porywacza, warto zastosować kilka sztuczek.
Po pierwsze, warto wykorzystywać telefony od terrorystów nie tylko do ustalania faktów, ale też do zbudowania choćby pozornej więzi. To może pozwolić na wgląd w ich umysły, ale też słabości.
Warto z porywaczami rozmawiać – gdy są zajęci rozmową, nikogo nie zabiją. Ale uwaga – istnieje niebezpieczeństwo, że negocjator, któremu uda się nawiązać więź z porywaczem, da się nieświadomie wciągnąć w gierki psychologiczne (potocznie zwie się to w środowisku negocjatorów „zapaścią”). By do tego nie doszło, podczas długich rozmów przez telefon, warto mieć przy sobie negocjatora numer 2, który w odpowiednim momencie poratuje – a wystarczy zazwyczaj kontakt fizyczny, np. dotknięcie ręki, by powrócić ze zwariowanego świata przestępcy „do świata realnego”.

Kolejna rzecz – warto nieco przedłużać negocjacje. Im więcej porywacz zainwestuje w porwanie (czasu, środków, energii), tym bardziej będzie mu zależało, by to się zakończyło pomyślnie.
A jeśli porywaczom wszystko pójdzie zbyt łatwo, istnieje ryzyko, że zechcą porwać kogoś (lub kogoś z najbliższej rodziny) po raz drugi.
Poza tym przedłużanie może też dać wrażenie, że rodzina zebrała taką sumę, jaką mogła. Negocjator dba, by proponowana przez niego suma, miała tzw. końcówkę. 285500 dolarów sugeruje, że płacący okup oddaje absolutnie wszystko, co może. A przecież nie ma nic gorszego od dobicia targu z poczuciem, że mogło zyskać się więcej. W ten sposób niwelujemy w porywaczach to uczucie:)

Gdy już trafisz w niewolę
Prawdopodobnie spędzisz długie chwile w samotności, bez wiedzy, co się z tobą stanie. Jesteś istotą społeczną, która zostanie pozbawiona kontaktu z innym człowiekiem – to może doprowadzić do depresji. Spróbuj powspominać wspólne chwile z najbliższymi – może zdołasz w ten sposób zachować wiarę w pomyślne zakończenie sprawy.
Nie próbuj ucieczki, bo prawie na pewno zginiesz. Nie przeciwstawiaj się porywaczom, bo tylko na tym ucierpisz. Co najwyżej spróbuj z nimi nawiązać więź – pokazać im, że jesteś człowiekiem, tak jak oni. Dużo trudniej zabić konkretnego człowieka, z pewną historią niż po prostu jakiegoś człowieka. Nigdy nie próbuj negocjować z porywaczami – możesz tylko bardziej namieszać.

To jedyny typ przestępstwa, który zdarza się tylko u ludzi (morderstwa, gwałty, kradzieże zdarzają się też u zwierząt). Są dla nas, jako ludzi, dużo bardziej traumatyczne niż inne typy katastrof, ponieważ odbierają nam poczucie bezpieczeństwa – chcemy czy nie chcemy, jesteśmy istotami społecznymi, musimy żyć wśród ludzi. Z rejonu wulkanicznego można się wyprowadzić, nie da się żyć bez ludzi. Dlatego zaraz po tym, gdy minie euforia wywołana pomyślnym powrotem zakładnika do domu, zazwyczaj nastroje opadają i pozostaje Zespół Stresu Pourazowego. To jedna z najtrudniejszych do przepracowania traum, jakie mogą spotkać ludzi.



Ben Lopez – Negocjator
I jeszcze na koniec kilka spraw, które mi się w książce nie podobały. Po pierwsze – okładka. Ben Lopez od początku i wyraźnie mówi, że jest negocjatorem cywilnym. Oznacza to, że nie zależy mu na złapaniu przestępców – jego jedynym celem jest takie wynegocjowanie okupu z porywaczami, by zakładnik wrócił cały i bezpieczny do domu. Zupełnie nie interesuje go aspekt złapania bandytów. Tymczasem okładka sugeruje coś zgoła innego – mamy tutaj coś, co przypomina antyterrorystyczny kordon, który właśnie otoczył zabarykadowanych porywaczy. Nic bardziej mylnego.
Książka jest świetnie napisana – wciąga i czyta się ją wyśmienicie od deski do deski, jednakże chwilami narrator zapędza się (a tłumacz mu wtóruje) w potocznym języku. Opowieść jest też dłuższa, niż autor miał materiału – przynajmniej takie odnoszę wrażenie, czytając po raz któryś tę samą myśl, zaskakujące spostrzeżenie, które ciekawe było jedynie za pierwszym razem.
I ostatnia rzecz – wydaje mi się, że o tym, co najciekawsze, negocjator nie mógł napisać. Wiadomo, pewne sprawy są ściśle tajne i ich ujawnienie mogłoby pomóc przestępcom przy kolejnych porwaniach. Trochę szkoda, bo moja ciekawość nie do końca została zaspokojona;)
Jestem też niezmiernie ciekawa, jak rzecz wygląda na gruncie polskim – chętnie przeczytałabym coś o zjawisku w naszym kraju.

Oczywiście, mimo tych wad, gorąco polecam „Negocjatora” – jest tak bardzo naszpikowany ciekawostkami z życia psychologa-psychiatry-negocjatora, że zdecydowanie warto po niego sięgnąć.

Share this:

KOMENTARZE

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

A o syndromie sztokholmskim nie ma nic wspomniane? ;)

Anna Matuszak pisze...

Odrobinę jest:) syndrom sztokholmski zdarza się bardzo, bardzo rzadko - sam Ben Lopez przez kilkanaście lat swojej kariery zawodowej nie spotkał się z tym ani razu. Nam może wydawać się, że to zjawisko powszechniejsze, niż rzeczywiście jest, a to dlatego, że syndrom jest dość mocno eksponowany w popkulturze (głównie chyba w filmach).

Anonimowy pisze...

Ciekawa książka i post. Odnośnie negocjacji z czystym sumieniem mogę polecić "Negocjacje policyjne i kryzysowe" Dariusza Piotrowicza. Książka przejrzysta, ciekawa, pisana przez psychologa i swego czasu policjanta. Znajduje się w niej wiele własnych opracowań autora, któremu przede wszystkim zaależy na przedstawieniu tematyki w realiach polskich i z wyszczególnieniem konkretnych sytuacji.
czytając posta zastanowiło mnie to co napisałaś odnośnie tego, że negocjator sam wszystko ogarnia. Podczas gdy Piotrowicz pisze o zespole osób, które prowadzą negocjacje czyli negocjatorze i osobach współpracujących z nim co wydaje sie bardziej prawdopodobne. Trudno sobie wyobrazić iż jedna osoba ogarnia zarówno stronę psychologiczną, ma umiejetności negocjacyjne, jest odporna na stres i potrafi nie zanurzyć sie w odrealniony światopogląd porywacza.. przy jednoczesnej ciągle wyostrzonej uwadze, koncentracji, niepoddającej się zmeczeniu, stresowi, zmiennym warunkom. Cieżko w to uwierzyc, szczególnie z punktu psychologicznego. Doświadczenie doświadczeniem, ale przeceniajmy też ograniczeń człowieka, które negocjatorzy jak każdy człowiek posiadają.

Anna Matuszak pisze...

Dzięki:) Po Piotrowicza zatem na pewno sięgnę.

Negocjator, zaraz po dotarciu do rodziny porwanego, organizuje kilkuosobowy sztab kryzysowy, który składa się zazwyczaj z najbliższych ofiary i specjalistów od negocjacji. Sam na pewno nie dałby rady wszystkiego ogarniać - tak jak piszesz - zwłaszcza, że czasem negocjacje ciągną się tygodniami czy wręcz miesiącami.
Sam też, z zasady, nigdy nie jest łącznikiem (osobą, która przekazuje okup) a i bezpośrednie negocjacje-rozmowy z przestępcą prowadzi zazwyczaj (w miarę możliwości) jedna osoba - w celu nawiązania relacji z porywaczem.