Dlaczego narzekamy? Poland. Come and complain




Polacy są narodem narzekającym. Nie doceniają ładnej pogody, międzynarodowych osiągnięć swoich wybitnych artystów jak Lem czy Wajda, wkładu w przełomowe wynalazki technologiczne (chociażby Commodore czy Atari). To wizja Polski i Polaków w kampanii promującej nasz kraj wśród obcokrajowców. Czy taka jest prawda? Czy Polacy narzekają bardziej niż inne narody? Po co w ogóle narzekamy?

Kilka dni temu, pod hasłem “Poland. Come and complain” ruszyła kampania promująca Polskę i Polaków wśród obcokrajowców. W spotach reklamowych przedstawieni są “typowi”, czyli narzekający, Polacy. Domyślam się, że nadrzędną ideą kreatywną pomysłu była autoironia i żonglowanie negatywnymi stereotypami na temat naszego narodu. Natomiast samo narzekanie budzi tak silne negatywne skojarzenia, jest tak zniechęcające, że nie jest w stanie obronić się w żaden sposób. Zobaczcie sami:



Ja na pewno nie miałabym ochoty po takim filmiku odwiedzić tak narzekającego kraju. Ale mniejsza o to. Kluczowe pytanie brzmi, czy Polacy rzeczywiście narzekają bardziej niż inne narody? Po co nam narzekanie? Na co narzekamy? I kiedy narzekanie jest szkodliwe?

To wszystko już zbadaliśmy. My – Polacy:)
Już 20 lat temu polski psycholog, Janusz Czapiński, który na co dzień zajmuje się wykładaniem i sprawdzaniem, jak się żyje Polakom, zbadał, czy narzekamy bardziej niż inni. W 1993 roku przeprowadził ciekawe badania. Co z nich wynikało?
·         23% badanych uważa, że w Polsce nie wypada mówić o swoim szczęściu
·         51% natomiast, że Polacy lubią narzekać.

Jeszcze ciekawsze informacje podał Doliński (kolejny ważny polski psycholog). Zestawił on badania Amerykańskie z lat 60. ze swoimi na gruncie polskim (które przeprowadził w połowie lat 90.).
Przez 65 dni pytano Amerykańskich studentów, jak się danego dnia czują – lepiej, gorzej, czy tak jak zazwyczaj. Doliński pytał swoich studentów o to samo przez 100 dni. Co się okazało? Że Amerykanie zazwyczaj czują się lepiej niż zazwyczaj, a Polacy zazwyczaj gorzej niż zazwyczaj;)
To oczywiście tylko deklaracje studentów, z których wynika jedno: Amerykanie generalnie myślą pozytywnie, Polacy - narzekają.

Ciekawe jest to, że narzekamy na rzeczy, które są bardzo ogólne, abstrakcyjne i nie związane z nami bezpośrednio – na pogodę, na politykę itd., natomiast raczej zadowoleni jesteśmy ze swojego życia rodzinnego, przyjaciół. Skąd to wiadomo? Kolejni ważni polscy psychologowie – Wojciszke i Baryła, wykazali to w swoich sprytnych badaniach. Poprosili nauczycieli, by ocenili cechy pewnego wymyślonego, a więc abstrakcyjnego, zupełnie przeciętnego ucznia (a potem jeszcze przedsiębiorcę, lekarza), a także zupełnie przeciętnego, wybranego i bardzo konkretnego ucznia. Po zestawieniu wyników okazało się, że uczeń (przedsiębiorca, lekarz) przysłowiowy oceniany jest negatywniej niż ten konkretny.

Po co nam narzekanie?
Narzekają wszyscy – nawet Amerykanie, którzy uznawani są powszechnie za hurraoptymistów przyznają się do 4 „narzekań” dziennie. Oznacza to jedno – narzekanie jest nam do czegoś potrzebne. Do czego?
1.    Narzekamy, by coś zmienić/ zmieniło się w naszym życiu. Na przykład na skarpetki pozostawione przez partnera na podłodze – może wreszcie przestanie je tam zostawiać?
2.    Narzekamy, by się, przysłowiowo, wygadać. I ponoć to najczęstszy powód do narzekania. Dowiedziono, że opowiadanie innym o negatywnych czy stresujących przeżyciach, poprawia nastrój. Dzięki temu możemy „przepracować” pewne sytuacje, a i wsparcie emocjonalne, jakie otrzymujemy, zwierzając się ze swoich problemów, jest pomocne. Ponoć aż połowa z nas (50%) przyznaje się do tego, że narzeka właśnie w tym celu.
3.    Narzekamy, by przedstawić się w dobrym świetle. Na przykład narzekając na współpracownika można, na zasadzie kontrastu, pokazać się jako świetny pracownik. Albo też narzekając na trudne pytania egzaminacyjne student może w ten sposób usprawiedliwić (tak przed sobą jak i przed innymi) niezaliczenie egzaminu.
4.    Narzekamy, bo wierzymy, że to pomoże (znacie powiedzenie „nie zapeszaj”?),  np. student przed ogłoszeniem wyników egzaminu, na wszelki wypadek, będzie mówił, że „na pewno nie zdałem”.
5.    Narzekamy, by tworzyć bliskie relacje. Na pierwszy rzut oka może to się wydać dziwne, ale działa to całkiem sprawnie. Narzekająca osoba otrzymuje wsparcie od osoby jej wysłuchującej (której najczęściej problem również dotyczy), tym samym stają się sobie bliższe, jako „towarzysze niedoli”.

Kiedy narzekanie jest szkodliwe?
Ulga, zrozumienie, bliskość – to m.in. można otrzymać w wyniku narzekania. Jednak każdy kij ma dwa końce. Ciągłe narzekanie i narzekanie na wszystko przestaje spełniać wyżej wymienione funkcje. Wygadanie się może zamienić się w ciągłe przeżywanie na nowo negatywnych emocji a te mogą doprowadzić np. do zgorzknienia. Bliskie relacje zanikną – kto chce przebywać z ciągle narzekającymi? Reasumując – warto czasem ponarzekać, ale dobrze zachować w tym umiar. Na szczęście znalezienie złotego środka jest dla większości z nas bardzo naturalne. Nawet pomimo faktu, że wychowaliśmy się w kulturze narzekania.

I wracając do narzekania na kampanię „Poland. Come and complain”, której twórcy nie poradzili sobie z zagadnieniem narzekania, życzę Wam umiaru w narzekaniu:)

Share this:

KOMENTARZE

4 komentarze:

projekt ulotki pisze...

Narzekamy bo się nudzimy i tak jest prościej niż zabrać się do działania od taka jest prawda.

Anonimowy pisze...

CYTUJE "Przez 65 dni pytano Amerykańskich studentów, jak się danego dnia czują – lepiej, gorzej, czy tak jak zazwyczaj. Doliński pytał swoich studentów o to samo przez 100 dni. Co się okazało? Że Amerykanie zazwyczaj czują się lepiej niż zazwyczaj, a Polacy zazwyczaj gorzej niż zazwyczaj;)"
--
1) Ja jestem w USA, po pierwsze jak tu sie pytasz kogos "How are you"? Czyli jak sie masz?- to dla Amerykanow nie jest osobiste pytanie jak w POlsce, jak sie dzisiaj czujesz? To oznacza cos w rodzaju, czesc , ale czy masz sie zle czy dobrze zawsze kazdy odpowiada w USa <Tak, mam sie dobrze" - bo tak naprawde osoba pytajaca nie chce wiedziec naprawde jak sie czuje, gdyz ich to nie interesuje, to cos w rodzaju dzien dobry, lub poczatek rozpoczecia rozmowy ze znajomym lub nieznajomym.

Amerykanie narzekaja, i czasami powiedzialabym ze niektorzy nawet bardziej niz POlacy i na inne tematy. Polacy przynajmniej narzekaja na powazne tematy, problemy a Amerykanie narzekaja np. na pogode. Trudno im dogodzic, wbrew pozorom sa mniej chyba zadowoleni z zycia niz Polacy pomimo ze maja wiecej pieniedzy. Amerykanin powie " oh ale dzisiaj duszno, jutro ma sie ochlodzic, ale bedzie padac deszcz oh jak nie dobrze" Za goraco im, za zimno, - nigdy nie jest dobrze. Amerykanin ktory ma dobra prace obecnie bedzie oszczedzal z przesada na jedzeniu. Z ajkiegos powodu nie kupuja owocow poniewaz uwazaja ze sa bardzo drogie, ale wola kupic slodycze jak czekolady . Nie maja pojecia jak sie odzywiac zdrowo i prawidlowo. Malo chyba kto wie tutaj o piramidzie zywienia. Znam osobiscie osoby ktore z powody ogromnej otylosci zaczely chodzic do dietetyka by im ulozyl spis produktow , sposoby zywienia i teraz sie dopiero dowiedzieli w wieku 50 lat, ze wazne sa owoce i warzywa, ale duzo wiecej wydaja pieniedzy bo owoce sa drogie i szkoda im pieniedzy. A maja naprawde dobra posade , wiec mowi to osoba ktora niezle zarabia. A jak ida na zakupy to mowia : oh, kupilam to bo bylo na przecenie. Jablka sa jednymi z najtanszych owocow w USA, jednak dla Amerykanow to za drogo. Szkoda im kasy, jak maja zaplacic za jablka 1.50 $ za pol kilo (1 pound) to dla nich z drogo, ale wola kupic torta ktory kosztuje 6 dolarow.
Jedza zupy z puszek, ktore maja mnostwo konserwanto i sa rakotworcze. Znam osobiscie osobe 55 lat- mowi ze nigdy nie ugotowala nic od podstaw. Kupuja gotowe i przetworzone produkty, dlatego duzo ludzi z tego m./inn powodu choruje na raka.
Hot dogi tutaj to jakis rytual jedzenia, ogromny rarytas. Sucha podluzna bolka i parowka , - moze dadza ketchup i ogorki kiszone do srodka ale czesto jedza na sucho i dla nich to jest dobre jedzenie.

Anonimowy pisze...

Apropo zadowolenia z rodzin> W POlsce sa silne wiezi rodzinne, przyjacielskie>

W USA zastanawiam sie do dzisiaj czy tu ludzie wogole maja jakies wiezi miedzy przyjaciolmi. Rodzina jeszcze ok, ale czy oni maja przyjaciol. Amerykanie sa dziwni. Tu na pierwszy miejscu jest pieniadz a potem czlowiek. Przykre bardzo.

Anonimowy pisze...

hmm ludzie lubia narzekac :) w kazdym kraju, niezaleznie na narodowsc. poza tym to ja proponuje po kabanosku maestro, wtedy poodbno bedzimey mniej nazrekac - to z tej reklamy jakbyscie sie zastanawiali o co mi chodzi