Diagnoza psychologiczna: “Panaceum” i listy czytelników...


Jest jedna rzecz, która przyspiesza bicie serca każdego początkującego blogera. Nie rosnące słupki statystyk, nie nowy materiał na bloga. Ale... listy (też te elektroniczne;)) od Was, drodzy czytelnicy...

Dostałam swój pierwszy e-mail od czytelnika bloga (to dobrze, w razie wątpliwości;)). Nie miałam zamiaru o tym pisać licząc po cichu, że jednorazowe zdarzenie przerodzi się w normę, jednak korespondencja wywołała we mnie małą burzę. I kolejny trop...

Poza elementem radości i przyjemnym poczuciem docenienia (bardzo sympatyczny list) był też element zaskoczenia. Otrzymałam propozycję spotkania, w celach towarzyskich, być może matrymonialnych. Nie uważam, by był to dobry pomysł, dlatego – jak się w kolejnej wiadomości okazało – mam problemy psychiczne.

Zachowam tajemnicę korespondencji i nie będę jej w szczegółach przytaczać. Wspomnę tylko, że czytelnik, na podstawie mej, naprawdę grzecznej odmowy rzeczonego spotkania, przedstawił mi szczegółową diagnozę moich „problemów psychicznych” – „zdiagnozował” u mnie jednostkę chorobową, wyjaśnił, czym ona się przejawia, jakie są jej konsekwencje oraz dodał, że ma wystarczającą wiedzę, by móc takie e-diagnozy tworzyć.

Pomijam absurd, uznania kogokolwiek za chorego psychicznie dlatego, że nie wyraża chęci przekucia korespondencji e-mailowej w realną znajomość. Najważniejszy problem leży w samej idei takiego diagnozowania. Zaraz wyjaśnię, dlaczego.



Druga rzecz, którą chcę dziś poruszyć, dotyczy najnowszego filmu Soderbergha, Panaceum <klik> (choć oryginalny tytuł, Side Effect, czyli skutki uboczne, jest znacznie bardziej trafny). Spokojnie, tym razem spojlerów nie będzie:)

Thriller toczy się w środowisku psychiatrów, ze świetną rolą (jak zawsze zresztą) Jude Lowa. Jak to thriller – trzyma w niepewności do końca – tutaj m.in. za sprawą ciągłych zwrotów akcji, które stopniują napięcie. Co prawda wątków w jednej intrydze jest chyba trochę za wiele: miłosny, lekarski, kryminalny, finansowy, biznesowy... Twórcy obrazu, odkrywając jeden po drugim, spiętrzają intrygę do granic absurdu.

Mnie oczywiście najbardziej zainteresował wątek związany z pracą psychiatrów. Film świetnie pokazuje ważne problemy terapeutów, związane z procesem diagnostycznym i odpowiedzialnością za zdrowie psychiczne pacjenta - niosąca za sobą odpowiedzialność psychiczną i... prawną.

Diagnoza psychologiczna
Sam proces diagnostyczny jest skomplikowany i zająć może nawet do kilku sesji terapeutycznych. Trzeba jednak poświęcić tak znaczną ilość czasu, bowiem diagnozujący musi najpierw rozpoznać, a następnie zweryfikować wszystkie obszary życia, z jakimi nie radzi sobie pacjent. Co ważne, jest to znacznie trudniejsze u „lekarzy dusz”, niż w przypadku „lekarzy ciał”. W „Panaceum” padają bardzo znamienne słowa „lekarz może zmierzyć i rozpoznać poziom cukru we krwi. Psychiatra nie ma możliwości zmierzenia kłamstwa czy przeszłości pacjenta – a na tym, co pacjent mówi, opiera swoją diagnozę”. Dużo łatwiej więc oszukać psychologa czy psychiatrę, niż lekarza rodzinnego, co np. często ma miejsce w przypadku pacjentów Borderline. Osoby z tą przypadłością są zazwyczaj świetnymi aktorami i często mają coś w rodzaju „szóstego zmysłu”, które pozwalają im wodzić za nos swojego terapeutę. Co zresztą nigdy żadnej ze stron nie wychodzi na dobre.

Co istotne brak bardzo precyzyjnych narzędzi badawczych, nie zwalnia terapeuty z odpowiedzialności za postawioną diagnozę i skutków leczenia, na jakie się zdecydował.

Warto tu wspomnieć o trzech podstawowych błędach diagnostycznych, jakie mogą pojawić się w pracy terapeuty. Są to błędy orzekania (błędne przypisanie danej osobie choroby, której ona nie ma), błędy pominięcia (czyli odwrotność - nieprzypisanie choroby, która jest) oraz błędy techniczne (np. błąd w pomiarze).

Domyślam się, że pokusa, by swoją wiedzę teoretyczną wykorzystać w życiu codziennym i zakwalifikować pewne sytuacje do odpowiednich szufladek z napisem „taka i taka diagnoza” jest olbrzymia, bo taka zresztą jest natura ludzka. Na tym właśnie opiera się nasze naturalne pragnienie do zrozumienia i uporządkowania świata. Jednak, bez wystarczająco szczegółowych badań, prawie na pewno dojdzie do błędu orzekania, a przypisanie komuś problemów psychicznych prowadzić może z kolei do stygmatyzacji. Można sobie i komuś wyrządzić sporą krzywdę.

Pigułki...
Na koniec jeszcze wrócę do filmu Panaceum. Zaskoczyła mnie łatwość, z jaką Amerykanie sięgają po pigułki, choć mam świadomość, że w Stanach jest to rzeczywiście na porządku dziennym. To może dla Polaka być trochę szokujące - psychiatra częstujący żonę tabletkami, ponieważ ta idzie na rozmowę kwalifikacyjną, koleżanki z pracy polecające sobie nawzajem leki na depresję, łykanie całych zestawów pigułek na śniadanie...
Kolejne znamienne słowa, wypowiadane przez Jude Lowa w filmie dotyczą właśnie różnic kulturowych w tym zakresie pomiędzy Europą a Ameryką. Fakt, że przeprowadził się z Anglii do USA wynikał z tego, że chciał pracować z ludźmi, którzy psychoterapię traktują jako radzenie sobie z problemami, a nie oznakę choroby psychicznej i powód do wstydu. Wydaje mi się (i cieszy mnie to bardzo), że w tę stronę zmierza także Europa, w tym Polska. Obawiam się jednak też, że wraz z tą zmianą, przyjdą do nas także koncerny farmaceutyczne z „lekami, na całe zło”. Ale może do tego czasu będziemy mieć też zbiorową świadomość skutków ubocznych.
 

Share this:

KOMENTARZE

0 komentarze: