Z życia korpo: Ekranizacja Anny Kareniny i dysonans poznawczy

Wydarzenie, które zadecydowało o powstaniu tego bloga;)

Był ponury październik, który rozświetlała wizja zbliżającej się premiery “Anny Kareniny”. Zakochana od lat w Tołstoju i filmach kostiumowych odliczałam dni do wizyty w kinie.


Kilka dni przed premierą rozmowa w korpo-pokoju z koleżanką. Obie czytałyśmy jeszcze w LO, obie do dziś w zachwycie. I obie oczekujące na ekranizację z lekką obawą: “Czy Keira da radę?”.

I nagle, z biurka obok, daje się słyszeć głos 25-letniej pracownicy międzynarodowej firmy, dziewczyny po dwóch fakultetach: “Podsłuchałam waszą rozmowę. Ten film, ta Anna Karenina, to na podstawie jakiejś książki jest, tak?”



Karpik.
Facepalm.
Szok.
Dysonans poznawczy.

Rzeczywiście, moją pierwszą reakcję można było potraktować jako szok.
Dlaczego aż tak bardzo zdziwiło mnie to pytanie?

Generalizacje, stereotypy i wszelkiego typu uproszczenia, jakimi posługujemy się w życiu, są przydatnym narzędziem, ukształtowanym w toku ewolucji ludzkości. By przetrwać, człowiek musiał wyrobić w sobie mechanizm szybkiego oceniania sytuacji, wydarzeń, a przede wszystkim nowo poznanych ludzi - inaczej nie uciekalibyśmy przed groźnie wyglądającym mężczyzną z “gnatem”. Oczywiście, możemy się pomylić. To może być tylko aktor z pukawką-atrapą. Ale lepiej się pomylić i przeżyć niż nie generalizować i zginąć.

I choć często dziś na generalizacje i stereotypy sama narzekam, wiem jednocześnie, że niełatwo byłoby mi się bez nich w dzisiejszym świecie obejść. Właściwie bez nich nie byłabym w stanie podejmować żadnych decyzji.

Jedną z popularniejszych generalizacji jest wnioskowanie z niereprezentatywnej próby - i to właśnie miało miejsce w przypadku nieszczęsnej sytuacji z Kareniną. Otaczam się grupą ludzi (a przynajmniej staram się ;) nie zawsze to wychodzi - vide współpracowniczka z biurka obok), która jest specyficzna - np. słuchająca określonego rodzaju muzyki (odstajemy od ogółu, nie słuchamy Weekendu;)), ma określoną wiedzę o życiu itd. Z czasem, chcąc nie chcąc, ulegam złudzeniu, że całe społeczeństwo tak funkcjonuje, co oczywiście nie jest prawdą. Gdy zdarzają się momenty konfrontacji między tym, co mi się wydaje a tym, jak jest rzeczywiście, reaguję szokiem.
Na szczęście, to całkiem normalne;)


PS. Po namyśle - wciąż dziwna wydaje mi się nieznajomość Tołstoja u osoby z wyższym wykształceniem. Jak myślicie, wciąż generalizuję i przesadzam?

PS 2. Mam nadzieję, że Wy słyszeliście już wcześniej o tym rosyjskim geniuszu;)


Share this:

KOMENTARZE

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Znajomości Tołstoja to powinnaś oczekiwać raczej od osoby ze średnim wykształceniem ;). Tołstoj raczej nie jest omawiany na AWF-ach, czy Politechnikach. A jak jest ze średnim wykształceniem w Polsce to można zobaczyć w programie "Matura to bzdura". Konkludując- niestety przesadzasz i dzisiaj (zgodnie z obowiązującymi stereotypami) nie należy wymagać znajomości Tołstoja od osoby z wyższym wykształceniem. No chyba, że ktoś chce uchodzić za osobę kulturalną- to wtedy już inna para walonek (pozostając w rosyjskim klimacie ;) ).

ABM pisze...

... no niestety, ale muszę się zgodzić z przed-komentatorem, znajomości rosyjskiej literatury nie wymagałabym dziś nawet od studenta filologii rosyjskiej. Bo to nie zależy od wykształcenia (dziś dosłownie każdy może je mieć), ale od indywidualnych potrzeb poznawczych danej osoby. Jedni interesują się światem, czytają, uprawiają sport, inni nie. I nawet osoba po 10. kierunkach może nie wiedzieć co to "Anna Karenina", bo nigdy jej czytanie nie interesowało. I poza kanonem lektur szkolnych, przeczytanym przed maturą w ściądze, nigdy do książki żadnej sami nie siądą.

Anna Matuszak pisze...

To jak w takim razie 'bezproblemowo i skutecznie' odnajdywać osoby, posiadające jakąś wiedzę o życiu, inteligentne? Macie jakieś pomysły? Być może się mylę, ale wydaje mi się, że kiedyś wykształcenie było takim właśnie wyznacznikiem - ktoś, kto miał wykształcenie wyższe, mógł uchodzić za osobę inteligentą. Skoro dziś nie jest to już wyznacznikiem to co nim jest?

Anonimowy pisze...

Moim zdaniem najłatwiej po zainteresowaniach/gustach- jak ktoś słucha disco polo, a ze słowem pisanym spotyka się tylko na łamach "Faktu", czy innego "Super Expressu", to mnie żadne tytuły naukowe zdobyte przez taką osobę nie przekonają co do jej inteligencji/obycia kulturalnego.