Awantura o zawieszoną kawę



Intuicja podpowiada mi dwie rzeczy: po pierwsze, że zawieszona kawa to świetna – zwłaszcza z psychologicznego punktu widzenia – inicjatywa. I po drugie – że w Polsce się ona póki co, niestety, nie przyjmie.

 
Od kilku dni polską blogosferę i media społecznościowe dzieli temat tzw. „zawieszonej kawy”. Zdaje się, że dyskusja rozgorzała najbardziej w środowisku blogosfery skupionej wokół platformy natemat.pl.

Czym jest rzeczona zawieszona kawa? Nowym zjawiskiem w kawiarniach, polegającym na dzieleniu się kawą „na przyszłość”, z nieznajomymi. Ot, kupując kawę, można zakupić drugą i ją u barmana „zawiesić” tak, by mógł z niej skorzystać nieznajomy, który za jakiś czas w kawiarni się pojawi a nie stać go będzie na ciepły napój.

Ponoć zwyczaj przywędrował do Polski z Włoch, gdzie ma się całkiem nieźle. Niedawno pierwsze kawiarnie w Polsce wprowadziły możliwość zawieszania trunków, co wywołało dość głośną dyskusję, między zwolennikami inicjatywy (zachwyconymi głównie pozytywnymi emocjami, jakie z niej płyną) a przeciwnikami – ci z kolei argumentują, że rzecz na polskim podwórku przyjąć się nie może – barmani są nieuczciwi i środki w ten sposób pozyskane będą trafiać do ich kieszeni, a poza tym ci, których stać na podarowanie kawy nieznajomemu chodzą ją pić do innych miejsc, niż ci, których nie stać na ciepły napój. Kolejnym argumentem „na nie” jest fakt, że bezdomni potrzebują innej pomocy – chociażby ciepłego posiłku i w ten sposób powinno się im pomagać. Kawa jest zbyt „luksusowa”.

Kilka dni temu sieć obiegła infografika, wykonana przez jednego z przeciwników inicjatywy. Pokazuje ona, że zawieszona kawa, jako forma pomocy, jest nieopłacalna:



I rzeczywiście – być może jest nieopłacalna, z materialnego punktu widzenia. Z psychologicznego wręcz przeciwnie.

Mam wrażenie, że mało w nas społecznego zaufania, np. do nieznajomego barmana. A przecież cała rzecz opiera się właśnie na społecznym zaufaniu. Z dzieleniem się z potrzebującymi jest u nas już nieco lepiej – od kilku lat rośnie odsetek osób, przekazujących swój 1% podatku na organizacje pożytku publicznego. Choć oddanie 1% wymaga zaledwie wpisania kilku cyferek, przekazanie kawy jest już większym problemem – to kilkanaście złotych.

Dlaczego więc jestem za? Bo zawieszenie kawy (która jest tu tylko symbolem bezinteresownej pomocy) wyrabia w nas empatię i uczy zaufania społecznego. Od czegoś trzeba zacząć, dlaczego by nie miała to być właśnie ta kawa?

I jeszcze jedno. Czy komuś z nas będzie się chciało iść do stołówki, by przekazać w niej środki dla potrzebujących, jak podpowiada infografika? Nie sądzę. Przekazanie kawy, na miejscu, przy okazji, jest znacznie prostsze. I może być pierwszym krokiem, małym kroczkiem do rozwijania społecznej empatii. Skutecznym.

Dlaczego nie sądzę, by akcja odniosła sukces? Jako taka, moim zdaniem się nie przyjmie. Szkoda, ale jako społeczeństwo, chyba jeszcze nie dojrzeliśmy do tego typu inicjatyw. Pokazuje to chociażby argumentacja licznych przeciwników, opierająca się na kwestiach opłacalności materialnej czy naszych wadach narodowych. W każdym razie spróbować na pewno nie zaszkodzi. Czym ryzykujemy? Kubkiem kawy…

Share this:

KOMENTARZE

0 komentarze: