Z życia korpo...

Korporacje są wdzięczne. Setki, czasem tysiące prawie że zupełnie przypadkowo dobranych ludzi, skupionych na stosunkowo niewielkiej przestrzeni, przebywających ze sobą całymi dniami. Muszą się dogadywać, muszą razem pracować, muszą się znosić. Idealne miejsce dla socjologów i psychologów.



Wspominałam już wcześniej, że jestem pracownikiem dużej firmy, korporacji. Nie omijają nas typowo korporacyjne sytuacje, w niektórych z nich uczestniczę, niektóre tylko obserwuję. Oto pierwszy z kilku ciekawych przykładów. Wybaczcie pewien poziom ogólności - nie chcę, by ucierpiało jakiekolwiek korporacyjne zwierzę;)

Wspólnota negatywna
To sytuacja, którą miałam okazję obserwować przez kilka tygodni. Nie uczestniczyłam w niej, ale mogłam przypatrywać się zachowaniom uczestników i wydarzeniom, które miały miejsce, niczym Wyspiański na weselu Lucjana Rydla.
W tej historii do wykonania jest duży projekt, przy którym mają współpracować ze sobą dwa duże działy. Zupełnie różne, dwa zamknięte środowiska, oddalone od siebie o kilkaset kilometrów, zaczynają odbywać cykl spotkań, na których mają zapaść ważne, wiążące ustalenia. Już po pierwszym spotkaniu obie strony wiedzą, że nie będzie łatwo. Po kilku tygodniach konflikt zaognia się, wręcz uniemożliwia działanie. Jest dużo silnych, negatywnych emocji.
Interweniują osoby na najwyższym szczeblu, ale nawet to nie pomaga. Wydaje się, że sytuacja staje się tak skomplikowana, tak wielowątkowa, że wytworzony impas jest nie do pokonania. I wtedy zdarza się coś, co skutecznie rozwiązuje konflikt w ciągu właściwie kilkunastu minut.
Pojawia się “ten trzeci”. Przychodzi z zewnątrz i właściwie od razu staje się wrogiem nr 1 - dla obu, skonfliktowanych grup. Dochodzi do bardzo prostego i w sumie całkiem częstego mechanizmu - tzw. wspólnoty negatywnej, która - mimo ogromnych różnic - łączy się przeciwko czemuś (w tym wypadku komuś) - w przeciwieństwie do wspólnot, które łączą się za czymś. Ta negatywna wspólnota nie ma żadnej konkretnej, wspólnej wizji, żadnych rozwiązań, jednak osoby do niej przynależące, czują sporą więź, stoją za sobą murem i dla dobra tej “wyższej” idei, prężnie współdziałają.


Co jeszcze charakteryzuje taką społeczność? Oddolne, spontaniczne wiązanie się i trwanie, niezależnie od różnic wewnątrz niej, aż do osiągnięcia konkretnego celu - pokonania wspólnego wroga.
Innym ciekawym przykładem wspólnoty negatywnej, zawiązanej spontanicznie na znacznie większą skalę były zeszłoroczne protesty przeciwko podpisaniu ACTA. Wtedy, po wywalczeniu swoich postulatów internauci powrócili do swoich domów, do swoich konfliktów, do swojego życia.
Z dużą ciekawością przyglądam się temu, jak potoczą się zdarzenia w mojej korporacji.

A jeśli chodzi o inne, związane z psychologią wydarzenia z życia firmy... c.d.n.

Share this:

KOMENTARZE

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

czekam na więcej mięsa :P

Anna Matuszak pisze...

niedługo kolejne historie:)

Anonimowy pisze...

czekam...

Anna Matuszak pisze...

obiecuję nowy post jeszcze w tym tygodniu:)