Co psychologia mówi o tegorocznych Oscarach?


Odwiedziłam szpital psychiatryczny, przeżyłam katastrofę lotniczą i zaprzyjaźniłam się z tygrysem. Tak – ogarnęła mnie oscarowa gorączka.

Uwielbiam tę coroczną rywalizację. I głośne, nakręcone z rozmachem Amerykańskie filmy;). I staram się nie myśleć, na ile w tym wszystkim chodzi o dolary w dużych ilościach, a ile o prawdziwą wartość X Muzy. Cieszę się Oscarami, zwłaszcza, że tegoroczna edycja jest wręcz kopalnią złota pod względem psychologicznym – począwszy od nominacji, na samych filmach kończąc.



Zagadka oscarowych nominacji 2013
Widziałam już większość obrazów nominowanych w najważniejszych kategoriach. No właśnie – większość, bo nie wszystkie są jeszcze dostępne w Polsce, m.in. dlatego, że miały swoją światową premierę dopiero pod koniec 2012 roku.

Akademia wybiera z filmów, które można było oglądać przez cały 2012 rok. Tymczasem, tylko w najważniejszej kategorii (Film Roku), na 9 nominowanych obrazów, aż 8 miało swą premierę w trzech ostatnich miesiącach roku.

Już kolejny raz największą szansę na statuetki mają te filmy, które pojawiają się w kinach pod koniec roku. Dlaczego tak się dzieje? Chodzi oczywiście o niedoskonałości ludzkiej pamięci. Znacznie lepiej pamiętamy szczegóły tego, z czym obcowaliśmy niedawno – są bardziej wyraziste. Im więcej czasu upływa od obejrzenia filmu, tym bardziej umiarkowane stają się oceny dotyczące szczegółów obrazu – zarówno tych dobrych, jak i złych. Zatem film z początku roku najczęściej jest traktowany jako „średni” pod koniec roku. To dobra wiadomość dla bardzo złych obrazów (bo później są już tylko złe lub takie sobie), ale też zła wiadomość dla filmów świetnych, uśrednionych z czasem w naszej pamięci.

Poza tym działa tu jeszcze jedna zasada, którą można wyrazić zdaniem „Gdyby ten film był naprawdę aż tak dobry, to lepiej bym go pamiętał/ pamiętała”. Takie myślenie związane jest z błędnym przekonaniem, że nasza pamięć jest nieomylna.

Przypomniałam sobie (nomen omen!) pewne ciekawe badania, z udziałem piosenek, obrazów i… misiowych żelków, których wyniki opublikowała dwójka Amerykańskich badaczy w 2009 roku. One również potwierdzają – smaczne misiowe żelki (ładne piosenki, piękne obrazy) stają się z czasem mniej smaczne (mniej zachwycające piosenki, obrazy). Z kolei obrzydliwe żelki (piosenki, w których ktoś fałszuje, bohomazy) po pewnym czasie w naszej pamięci smakują lepiej (brzmią i wyglądają lepiej).

Co zatem zrobić, by marzenia o złotej statuetce i czerwonym dywanie były jak najbliższe realizacji? Poczekać z premierą do końcówki roku. I, co ciekawe, coraz więcej twórców filmowych tak właśnie robi.

Oscary uzależniające
No ale przejdźmy do tych, którzy się załapali do wyścigu. Wybrałam dwa, pozornie zupełnie różne obrazy, w których poruszany jest podobny temat – będzie o uzależnieniach. UWAGA! BĘDĄ SPOJLERY!



„Lot”, czyli o alkoholizmie
Nieco za bardzo „cool” i Amerykański wydaje mi się obraz alkoholizmu w Locie, a zwłaszcza jego rozwiązanie zbyt cukierkowate, zbyt proste i nieukazujące prawdziwych trudności osób, które chcą wyjść na prostą. Główny bohater jest jednak doskonałym przykładem osoby z tym uzależnieniem – spełnia wszystkie podstawowe kryteria. Najważniejsze z nich:
1.      Utracił kontrolę nad piciem. Nie jest wstanie skończyć, gdy osiągnie stan „rauszu”, kilkukrotnie pojawiają się sceny, gdy pije do utraty przytomności – nawet gdy ma świadomość, że absolutnie musi być trzeźwy, bo to może zdecydować o całej jego przyszłości.
2.      Pije, pomimo strat, jakie to picie powoduje. Poczucie winy (może, gdyby był trzeźwy, uratowałby te 6 osób?), poczucie wstydu, rozpad rodziny, kłopoty z prawem – to wszystko dotyczy pilota feralnego lotu. Jako klasyczny przykład osoby z chorobą alkoholową, ma także tendencję do zaprzeczania, jakoby alkohol był powodem tych problemów. Prawdopodobnie ma świadomość, że jego rodzina rozpadła się przez jego picie, zaprzecza jednak temu – przed samym sobą i przed innymi.
3.      Głód alkoholowy i przymus picia, który doskonale oddaje scena w hotelu. Noc przed kluczowym przesłuchaniem, męczy go bezsenność, lęk, nerwowość i problemy z koncentracją. Jasne, można by zrzucić to na barki zdenerwowania przed ważnym dniem, wydaje mi się jednak, że dyskomfort, jaki ewidentnie czuje nasz bohater, wynika właśnie z odstawienia alkoholu. Może zniwelować je tylko w jeden sposób – poprzez alkohol. Co istotne, nasz bohater, jako klasyczny alkoholik, jest w stanie zdobyć używkę zawsze i wszędzie, nawet zamknięty w pokoju hotelowym, pilnowany przez ochroniarza.



„Poradnik pozytywnego myślenia” i patologie w odbieraniu futbolu
Pewnie was zaskoczę, ale nie o głównym bohaterze, ani nawet głównej bohaterce chcę napisać. „Poradnik…” spodobał mi się na tyle, że prawdopodobnie poświęcę mu osobny post (film zaczyna się w szpitalu psychiatrycznym – jak miałby się nie podobać!;)). Teraz, chciałabym się chwilę zatrzymać przy… osobie ojca głównego bohatera.
Robert de Niro nie bez powodu został nominowany w kategorii najlepsza rola drugoplanowa. Świetnie poradził sobie z ukazaniem nerwicy natręctw, wybuchowości (która spowodowała m.in. zakaz stadionowy), a przede wszystkim – uzależnienia od hazardu. Nie podoba mi się natomiast to, jak jego problemy zostały ukazane. Mam świadomość, że byłam na lekkiej komedii, jednak lekceważenie tak poważnego uzależnienia, nawet w lekkim filmie, nikomu nie wyjdzie na dobre.
Kluczową dla mnie sceną jest ta, w której – mimo sprzeciwu żony i syna, najbliższych mu ludzi – stawia wszystko na jedną kartę. Jest klasycznym przykładem hazardzisty patologicznego, uzależnionego od swojego nałogu. Potwierdzają to kryteria diagnostyczne:
1.      Jest zaabsorobowany hazardem – wspomina gry minione, planuje następne, rozważa na co i ile postawi,
2.      Przeznacza coraz większe sumy na granie – we wspomnianej przeze mnie scenie, stawia wszystko co ma, by się odegrać, a jednocześnie
3.      odczuwa irytację, gdy ktoś próbuje mu przerwać lub choć ograniczyć tę zabawę. Ukazuje to chociażby wybuch gniewu, który nastąpił, gdy rodzina próbowała interweniować w jego plany odegrania się
4.      Okłamywanie innych, np. członków rodziny. Nasz bohater postanowił okłamać syna w sprawie przyjścia byłej żony na konkurs tańca, jednocześnie tłumacząc się przed sobą i innymi, że robi to „dla  jego dobra”. Nieprawda – jako uzależniony od hazardu, zrobiłby wszystko, by móc kontynuować grę – nawet okłamał syna w istotnej sprawie.
Temat został więc świetnie ukazany. Szkoda tylko, że twórcy nie przywiązali prawdziwego znaczenia do tego uzależnienia, a w finałowej scenie potraktowali je wręcz jako coś normalnego i nieproblemowego.

Oczywiście, sporo jeszcze jest w tym roku filmów oscarowych, o których niejeden psycholog mógłby napisać książkę. Django, Życie Pi, Bestie z południowych krain i wiele innych. Znajdujecie jeszcze jakieś psychologiczne tropy?

Share this:

KOMENTARZE

1 komentarze:

Anonimowy pisze...

Według mnie ciekawe byłoby psychologiczne rozpatrzenie filmu "Życie Pi" i wytropienie w fabule sztuczek psychologicznych, jakich chwyta się ludzki umysł, aby zachować zdrowe zmysły.