Nie jest wesoło ale jest nam wesoło - o pewnej modzie na Facebooku

Jakiś czas temu pojawiła się moda na pewnego rodzaju fanpejdże na Facebooku, skupiające się wokół konkretnych memów internetowych.



Zdaje się, że zaczęło się w kwietniu za sprawą Junior Brand Manager. Zasada działania od początku była prosta: zdjęcie ze stocka i podpis, śmieszno-straszny, nawiązujący do paradoksów w branży. Żarty hermetyczne, zrozumiałe dla bardzo sprecyzowanej grupy odbiorców (w tym przypadku osób działających w branży marketingowej), ale na tyle uniwersalne, że przez nich wszystkich świetnie zrozumiane. Fanpejdż w tydzień zdobył kilka tysięcy fanów, obecnie ma ich ponad 25 tys.


Chwilę później pojawiły się kolejne podobne memy - wyśmiewające warszawskich hipsterów (Antkowi nie wyszło) czy - bliski memu sercu - niedawno założony profil związany z Szybką Koleją Miejską w Trójmieście (Make SKM easier). Wszystkie one działają na podobnej zasadzie - wyśmiewania paradoksów, wkurzających klientów, stresujących sytuacji i zdarzeń, których... nie da się uniknąć. Więc trzeba sobie z nimi poradzić... na Facebooku.

Często świadomie lub nieświadomie podejmujemy różne działania, by poradzić sobie ze stresem. Generalnie można to zrobić na dwa sposoby - albo zlikwidować przyczynę stresu (w przypadku upierdliwego klienta, wiecznie psującej się SKM-ki czy irytujących znajomych jest to niemożliwe) albo kontrolować objawy swojego stresu. W tym drugim przypadku, po każdym natknięciu się na stresową sytuację, dobrze np. porozmawiać z kimś, kto nas doskonale rozumie. A przecież najlepiej zrobią to osoby, które są narażone na to samo. No i znaleźć je można... na fanpejdżu facebookowym.
Ważnym czynnikiem jest tutaj poczucie wspólnoty - wchodząc na te profile mamy poczucie bycia częścią danej społeczności, która z jakiegoś powodu - tego samego co my - “cierpi”. Co więcej, możemy się wzajemnie dzielić wspólnymi przeżyciami, dlatego też profile tego typu opierają się w dużej mierze na informacjach przesyłanych od członków wspólnoty. Nie tylko można w ten sposób pozbyć się zbędnego stresu, ale i poczuć więź z bliskimi sobie (pod pewnymi względami), nieznajomymi.

Wyśmiewajmy więc na fanpejdżach na zdrowie!:)


PS. Skoro dziś o Facebooku była mowa - zachęcam do polubienia profilu psycho-tropów na FB - można to zrobić np. tutaj:)

Share this:

KOMENTARZE

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Droga A., wg mnie poruszasz tylko jedną stronę tego ciekawego kijka :) otóż gdy taki profil zakłada prywatna osoba, w celu pokazania zdarzenia/sytuacji aby to obśmiać i mieć z tego fan - to ok. Weź jednak pod uwagę to, że większość takich fanpejdzy (a przynajmniej ten który wymieniasz JBM) został założony przez agencję, która nie robi tego wcale w celu zabawiania i odstresowania użytkowników FB. Są to tzw. farmy fanów, zbierają one tysiące fanów, którzy potem dyskretnie, acz umiejętnie kierowani są na inne profile w celach czysto zarobkowych (może nie w dosłownym tego słowa znaczeniu) ale wiemy przecież, że wszystko co komercyjne na FB robione jest w celach uzyskania pewnych wyników. A jak one maja wyglądać, to zależy od specyfiki danego produktu:) tak więc wszystko z głową, także fejsbuk :)trzeba mieć świadomość nieco większą niż nam serwuje JBM :)

Anna Matuszak pisze...

Dziękuję za ciekawe spojrzenie z drugiej strony, Anonimowy:) Rzeczywiście, tzw. farmy fanów bazują na jednej z podstawowych potrzeb ludzi - potrzebie wspólnotowości (czy to obśmiewania czegoś, czy to jednoczenia się w celu popierania, np. fanpejdże typu "Zimo wy***dalaj") i mają na celu przekierowanie na komercyjne treści. Jednak mam wrażenie, że w przypadku wymienionych przeze mnie profili (JBM, Antkowi nie wyszło, SKMeasier) i do nich podobnych, korzyści psychologiczne dla użytkownika przewyższają straty, wynikające z przekierowania ruchu. Przy JBM jesteśmy kierowani głównie na bloga o tej samej tematyce, co profil na FB, przypadku dwóch pozostałych - takowego przekierowania brak. Stąd, mimo wszystko, jestem wciąż bardzo na tak:)